Śląskie Sylwetki cz.1 – Skazany na bluesa

Kiedyś chciałem umrzeć młodo, jak Jim Morrison, ale z czasem zacząłem patrzeć na to inaczej”

Stać się legendą – niespełnione marzenie milionów. Marzenie zwykle oddalające się tak intensywnie, jak zawzięcie dąży się do jego realizacji. Bycie legendą zdaje się być wpisane w życiorys artysty – albo urzeczywistni się samoistnie, niezależnie od wszelkich przeciwności losu, albo najwyraźniej nie było ci przeznaczone. Idąc tym tokiem, nieśmiertelność z całą pewnością była pisana właśnie jemu. Czytaj więcej

TEDx Rawa River Katowice

TEDxRawaRiver – Drugie życie / Second life

TED to imprezy na których warto bywać. Jest dużo słów, które zmuszają do myślenia, inspirują, pozwalają tworzyć więcej i lepiej. Gwiazdy biznesu, nauki i polityki na całym świecie prezentowały podczas konferencji TED swoje idee.

TEDx Rawa River to lokalna, śląska część tego globalnego projektu. Najbliższa edycja odbędzie się już 7 listopada w nowym Muzeum Śląskim (swoją drogą zajrzyjcie do świetnego tekstu Asi o muzeach śląskich, które warto odwiedzić).

Najbliższa edycja TEDx odbędzie się pod hasłem second life/ drugie życie. Brzmi duchowo, ale będzie całkowicie o tu i teraz. Więcej informacji na stronie wydarzenia na Facebooku.

Zajrzyjcie także na nasz Fanpage!

muzeum śląskie noc

Kaj się odchamiać? Muzea, które poszerzą twoją wiedzę o Śląsku

Nie jest tajemnicą, że wiedzę każdego rodzaju najlepiej jest nabywać w praktyce. Tak też jest ze znajomością historii, która w naszym regionie jest coraz częściej eksponowana. Dzięki temu region zwiększa nie tylko swój turystyczny potencjał, ale również nabywa miejsc, w których w niebanalny sposób możemy dowiedzieć się wielu ciekawostek o śląskim dziedzictwie w wielu jego wymiarach. Oto kilka placówek kulturalnych, które odwiedzić powinien choć raz każdy lokalny patriota. Czytaj więcej

Regiofun 2015 zakończone. Jak było?

Kiedy życie wymyka się spod kontroli

Pożegnanie z filmem bywa bolesne, kiedy rozsmakowało się w filmowej uczcie. Ale choć przygoda z filmem dobiegła końca, jej smaki pozostaną w percepcji widza. Uczestnicy szóstego Międzynarodowego Festiwalu Producentów Filmowych REGIOFUN w Katowicach mieli okazję zobaczyć dzieła przyrządzone na rozmaite sposoby, obrazy niepowtarzalne w formie i treści, prezentowane w rozmaitych blokach tematycznych. Niektóre z nich goszczą na ekranach kin ( polskie produkcje: „Demon” oraz „11 minut”, obydwa tytuły można zobaczyć w bieżącym repertuarze kina Światowid). Inne z pewnością jeszcze się pojawią. Na początek wypada napisać parę zdań o filmach nagrodzonych, dotyczy to obrazów biorących udział w konkursie pełnego oraz krótkiego metrażu. Jurorom festiwalu ( Robert Gliński, Leszek Dawid, Marek Rosenbaum ) najbardziej przypadł do gustu obraz produkcji hiszpańskiej  „Stare grzechy mają długie cienie” ( oryginalny tytuł „La isla minima” ) w reżyserii Alberto Rodrigueza. Film ten również spodobał się publiczności, choć w bilansie głosowania zajął drugie miejsce. ( O tym, jaki film wybrała publiczność, powiem za chwilę, na razie parę słów o hiszpańskim thrillerze, nagroda zresztą zasłużona). Film na pewno spodoba się odbiorcom lubiącym mroczne, niekonwencjonalne historie z ciekawymi portretami bohaterów i okraszone tajemnicą, która jeżeli wyjdzie na światło dzienne, może porazić. Opowieść o zbrodni i dwóch policjantach reprezentujących zupełnie różne postawy życiowe, którzy wspólnie szukają mordercy nieletnich dziewcząt w mieścinie otoczonej bagnami, odznacza się przede wszystkim sprawnym warsztatem wykraczającym poza ramy kryminału. Widz nie nudzi się ani przez chwilę. W relacje między bohaterami wpleciono ponadto motyw historyczny. Akcja toczy się w Hiszpanii, która na nowo uczy się demokracji po trwającym niemal 40 lat reżimie generała Franco. Dla jednego ze śledczych przeszłość kładzie się wyjątkowo długim i ponurym cieniem. Może uratowanie kolejnej potencjalnej ofiary pozwoli oczyścić czyjeś sumienie. Mieszkańcy miasteczka też mają swoje tajemnice, dorabiają rozmaitymi nielegalnymi sposobami, by przeżyć, wśród których kłusownictwo wydaje się całkiem niewinnym procederem.

Nagrodę publiczności zdobyła duńska produkcja „Milczące serce” w reżyserii Bille Augusta, wyróżniona również przez jury. To prosta i pełna emocji historia dotycząca najważniejszego problemu współczesnego człowieka, jakim jest rodzina i jej kondycja.

Nagrodzono trzy krótkie metraże. Uznanie zdobyli ”Trampkarze” w reżyserii Marcina Filipowicza. Reżyser poświęcił swój film trudnym początkom przyszłych gwiazd piłki nożnej. Historia dwóch braci, którzy marzą o dostaniu się do renomowanego klubu piłkarskiego posiada wszystkie cechy udanego filmu: ciekawe zdjęcia, montaż, dobór plenerów i wnętrz, bohaterowie, którym widz kibicuje. Nagrodę otrzymał też obraz produkcji brytyjskiej„Pusta droga” w reż. Drew Pauza, będący historią o przekraczaniu granicy pomiędzy dzieciństwem i dorosłością, z elementami thrillera. Napięcie buduje wizualna strona filmu, ona też wzmacnia metaforyczny charakter opowieści. Trzecim nagrodzonym jest obraz „Drewno balsy” ( „Balsa Wood” ) w reżyserii Dominique Lecchi. Na marginesie dodam, że balsa jest gatunkiem drzewa odznaczającym się bardzo miękkim drewnem, a przy tym dosyć mocnym, doskonałym do budowania tratw. Film „Drewno balsy” to opowieść o zderzeniu brytyjskiej tradycji z filipińską egzotyką, poszukiwaniu własnej tożsamości, lekka, zabawna i wzruszająca. REGIOFUN jest festiwalem producentów filmowych, więc rzecz jasna nagrody powędrowały do producentów wymienionych filmów.

Wśród propozycji festiwalowych znalazły się również filmy nagrodzone w Cannes. Na uwagę zasługuje „Moja matka” w reżyserii Nanni Morettiego, uznanego włoskiego twórcy. Obraz ten zdobył Nagrodę Jury Ekumenicznego. Jest to opowieść o przemijaniu, o nieuchronności śmierci, ale również odkrywaniu rzeczy istotnych, które sprawiają, że życie jednak ma sens. Margherita, bohaterka obrazu jest doświadczoną reżyserką filmową, ale również matką dorastającej córki i kobietą przeraźliwie samotną w obliczu choroby matki. Bohaterka to kobieta silna, zazwyczaj ona podejmuje trudne decyzje, ale właśnie to zdecydowanie staje się przyczyną jej osamotnienia. Margherita musi pewne rzeczy poukładać sobie na nowo, jednym słowem nauczyć się żyć z ludźmi, może postawa jej matki, nauczycielki łaciny, która choć odejdzie, pozostawi po sobie szczęśliwe wspomnienia, pomoże głównej bohaterce odnaleźć i własną drogę.

Panorama Regionalnych Funduszy Filmowych była również ciekawym blokiem tematycznym. Zatrzymam się przy obrazie produkcji hiszpańskiej „Za drzwiami”. Bohaterką tego dramatu psychologicznego z wątkami thrillera jest również kobieta. Jednakże Sara nie ma nawet połowy tej pewności siebie, jaką posiada Margherita. Nasza bohaterka, z zawodu kucharka, jest zaniedbaną i zapracowaną kobietą, która szare życie upływa na pielęgnowaniu despotycznego ojca. Staruszek, choć udaje cierpiętnika, w rzeczywistości jest egoistycznym tyranem, który za pieniądze ciężko zarobione przez córkę sprowadza sobie prostytutki. Postać ta od pierwszego kadru nie zyskuje sympatii widza, a w miarę rozwoju akcji jest coraz gorzej. Oczywiście promień światła wkroczy w szare życie Sary. Ale to Sara zdecyduje, czy zacznie wreszcie żyć na własny rachunek, czy dalej wegetować pod dyktando despotycznego ojca.

Emocjonującym wydarzeniem REGIOFUN były pokazy specjalne. Mowa o filmie „Demon”, ostatnim dziele Marcina Wrony. Film, okrzyknięty rewelacją polskiego kina, na pewno stanowi pozycję intrygującą. Spodoba się widzowi, który preferuje historie, gdzie nastrój grozy przeplata się z czarnym humorem, a akcja wciąga od pierwszego kadru i wchłania coraz głębiej, jak błoto nieszczęsnego pana młodego. To opowieść mistyczna, reżyser nasycił ją duchowością zaczerpniętą z kultury żydowskiej oraz symboliką odwołującą się do romantyzmu i „Wesela” Stanisława Wyspiańskiego ( postacie pana młodego, panny młodej, księdza, doktora, chochoły we mgle). Opowieść kręci się wokół opętania głównego bohatera przez ducha zmarłej dziewczyny na jego własnym weselu. Dziewczyna to postać z zapomnianej przeszłości, związanej z kulturą żydowską i zarazem nawiązanie do słynnego „Dybuka” w reżyserii Michała Waszyńskiego z 1937 roku, będącego adaptacją dramatu Szymona Anskiego. Narzeczeni zostaną rozdzieleni, dziewczyna ma poślubić innego, ale duch zmarłego chłopca ( dybuk ) wnika w ciało ukochanej, by połączyć się z nią na wieczność. W „Demonie” sytuacja jest odwrotna. Obraz opiera się w głównej mierze na barkach aktorów, reżyser odżegnał się od efektów specjalnych, kolorystykę kadrów świadomie przyciemnił, widz ma właściwie przed oczami tylko barwę ciemną i jasną. Atutem filmu jest kreacja Itaya Tirana, aktora izraelskiego, związanego głównie z teatrem. Poza tym obsadzenie w roli głównej aktora zagranicznego dodatkowo potęguje wyobcowanie bohatera w odmiennej mu wspólnocie. W obsadzie: Agnieszka Żulewska, Tomasz Schuchardt, Adam Woronowicz, Andrzej Grabowski, Katarzyna Gniewkowska. „Demon” to również opowieść o szybkim zapominaniu przeszłości. Drugim tytułem, który dostarczy równie wiele emocji, wrażeń dobrych i złych, jest obraz „11 minut” w reżyserii Jerzego Skolimowskiego. Film ten spodoba się widzom, ceniącym dynamiczną akcję, montaż stopniujący napięcie, momenty ciszy przeplatające się z gwałtownymi uderzeniami dźwięków, odgłosami ulicy, czy ostrą muzyką, która wręcz bije po głowie, aż po finał wybuchowy niczym petarda. Osobom o słabszych nerwach, ceniącym kino psychologiczne, obraz może mniej się spodobać. Na film składa się kilka naszkicowanych historii, z których najważniejsza wydaje się być ta związana z chorobliwie zazdrosnym mężem i jego żoną – atrakcyjną aktorką. To właśnie świeżo upieczony małżonek pięknej aktorki, miotający się po hotelowym korytarzu w szale nieuzasadnionej zazdrości, stanie się zapalnikiem katastrofy, która dotknie bohaterów filmu. Tytułowe „11 minut” staje się najważniejszą chwilą w życiu ludzi, którzy pędząc przed siebie, często bez zastanowienia, żyjąc na pełnych obrotach, nawet nie przeczuwają, że zmierzają ku końcowi. 

regiofun 2015

Wiele wrażeń, wiele emocji… czyli rusza festiwal „REGIOFUN”

Wiele wrażeń, wiele emocji… czyli rusza festiwal „REGIOFUN”

Jak gorąca potrafi być nocna kąpiel w rzymskiej fontannie? Czy zmarli lubią wesela? Ile rzeczy może wydarzyć się w ciągu 11 minut? Czy łatwiej dorasta się w konserwatywnym społeczeństwie tureckiego regionu, czy na blokowisku imigrantów francuskiego miasta? Ile kosztuje jednoczesne bycie matką, kobietą realizującą się zawodowo i wyrozumiałą córką? Odpowiedzi przynajmniej na niektóre pytania z pewnością poznają ci, którzy zdecydują się uczestniczyć w szóstej edycji Międzynarodowym Festiwalu Producentów Filmowych „REGIOFUN”. Festiwal rozpoczyna się we wtorek ( 20. X), potrwa do niedzieli ( 25.X ) i obejmie trzy katowickie kina studyjne: Światowid, Kino Kosmos oraz Kinoteatr Rialto.

W ramach „6. REGIOFUN” zostaną zaprezentowane filmy z wielu krajów, o różnorodnej tematyce, ślizgające się po powierzchni psychiki, jak i te bardziej zapuszczające się w ludzką duszę. Będzie można zobaczyć obrazy zróżnicowane gatunkowo. Będą wyświetlone obrazy twórców uznanych: Nanni Moretti ( „Moja matka”) Peter Greenaway ( „Eisenstein w Meksyku” ) czy Jerzy Skolimowski ( „11 minut” ), filmy reżyserów początkujących, obrazy nagrodzone i zauważone na tegorocznych festiwalach filmowych, a także legendarne dzieła mistrzów ( „Słodkie życie” Felliniego ). Zostaną pokazane krótkie metraże, dokumenty czy filmy stylizowane na dokument, a wykorzystujące różne techniki ( „Czarodziejska góra” ). Dla dziecięcej widowni ożyją Reksio oraz Bolek i Lolek – najsłynniejsze animacje bielskiego Studia Filmów Rysunkowych. Zostaną również zaprezentowane nowości produkcji polskiej: „Letnie przesilenie” Michała Rogalskiego, dramat wojenny o trudnych wyborach życiowych młodych ludzi, „Demon” Marcina Wrony, nawiązujący do judaistycznych wierzeń o dybuku ( duchu zmarłego ) „11 minut” Jerzego Skolimowskiego.

Reasumując, podczas tegorocznej imprezy 8 filmów pełnometrażowych i 10 krótkometrażowych powalczy w konkursie o uznanie składów jurorskich. W sekcji Panorama widzowie zobaczą dziewięć najciekawszych produkcji europejskich wspartych przez regionalne fundusze filmowe. Nowością jest pasmo Dzieci rewolucji, w którym znajdą się dokumenty o buntownikach walczących przeciw szarzyźnie minionego systemu. Odbędą się też spotkania z aktorami i reżyserami w Ogrodzie gwiazd oraz przegląd filmów dla najmłodszych – sekcja KLAPS. Oprócz tego pokazy najciekawszych obrazów z ostatniego festiwalu w Cannes, a Filmoteka Śląska przedstawi: Il Cinema Ritrovato, czyli wybrane pozycje z bolońskiego festiwalu włoskiej klasyki filmowej. Szczegółowy repertuar można znaleźć na stronach kin: www.swiatowid.katowice.pl. www.csf.katowice.pl www.rialto.katowice.pl, tam również jest cennik biletów i karnetów. Film jest sztuką, która potrafi przenieść widza w czasie i przestrzeni, pobudzić do śmiechu lub płaczu, dostarczyć niezapomnianych wrażeń. W wachlarzu filmowych emocji każdy może wyłowić coś dla siebie. 

Książka na niedzielę: Dziecko Śniegu (Eowyn Ivey)

Mamy na SilesIam film, musimy mieć i książkę. Co jakiś czas polecimy Wam lekturę, która umili zimne weekendowe poranki. Jednocześnie liczymy, że w komentarzach polecicie nam i innym ciekawe propozycje. Niech książka stanie się modna na śląsku!

Przystanek Alaska – czyli perypetie śniegowej dziewczynki

Ten, kto powiedział, że życie nie jest bajką – mylił się. Życie może być piękną bajką, magiczną baśnią o słodko-gorzkim zakończeniu. Marzeniem, w którym słońce odbija się w tafli zamarzniętego jeziora. Snem, przykrytym grubą warstwą miękkiego śniegu. Spełnioną nadzieją, pachnącą świeżym śniegiem, górskimi ziołami i brzozową korą. Życie może być tym wszystkim, jeśli tylko ośmielimy się dopisywać historiom własne zakończenia. Przekonują nas o tym Eowyn Ivey, oraz niejaka Faina, tytułowe Dziecko Śniegu.

Głównych bohaterów powieści poznajemy powoli. Początkowo bardziej zdystansowana wydaje się Mabel, chociaż i Jack niechętnie zdradza swoje tajemnice. Gdy spotykamy ich pierwszy raz, oboje mówią o sobie niewiele, o niektórych, ważkich sprawach wspominają jedynie mimochodem. Jednak przewracając kolejne strony, zauważamy, że Jack i Mabel wpuszczają nas coraz głębiej do swojej chaty, pozwalają nam usiąść przy ich stole i przyjrzeć się codziennej krzątaninie. Odsłaniają przed nami swoje myśli, dowiadujemy się o troskach i zmartwieniach. Razem z nimi przeżywamy każdy dzień, rozpamiętujemy minione dni i z niepokojem patrzymy w przyszłość. Wraz z nimi tęsknimy, kochamy, na przemian tracimy i odzyskujemy wiarę.

Małżeństwo Jacka i Mabel, ich wspólne życie, nie zawsze przypominało bajkę. Uciekli na Alaskę w poszukiwaniu schronienia przed przeszłością, w której utracili swoje jedynie dziecko. Uciekli w poszukiwaniu bliskości i nadziei. Mieli ramię w ramię pracować, dzielic się wszystkim, opiekować sobą nawzajem. Mieli być razem, mieli być tylko dla siebie. Tymczasem, z każdym dniem oddalali się od siebie coraz bardziej. Stopniowo rozdzielało ich wzajemne milczenie i głębokie rany, które nigdy się nie zabliźniły. Oboje skrywali głęboko żal, i tęsknotę za niespełnionym marzeniem. Marzeniem niemożliwym do spełnienia. Przełomem w życiu Mabel i Jacka jest pojawienie się śnieżnej dziewczynki, niebieskookiej Fainy, która przywraca ich życiu utraconą wiarę. Odwiedziny dziewczynki na nowo zbliżają ich do siebie, oboje odzyskują nadzieję i wiarę w jutro.

Dziecko Śniegu to poruszająca opowieść o miłości, przyjaźni i prawdziwym, niegasnącym przywiązaniu. O potrzebie bliskości i pragnieniu posiadania dziecka. Już niemalże od pierwszych stron powieści czujemy się związani z bohaterami, czujemy, że ich historia nas dotyczy. Rozdział za rozdziałem poznajemy życie dwojga starszych ludzi i patrzymy jak ich szara, chłodna codzienność zmienia się diametralnie za sprawą dziecka. Pojawienie się dziewczynki nadaje powieści pewien nierzeczywisty, magiczny wymiar, właściwy jedynie dla baśni. Już po chwili czytelnik przestaje odróżniać co jest rzeczywistością a co bajką. Aura tajemnicy otaczająca dziewczynkę wzbudza ciekawość i popycha do dalszej lektury. Kim jest Faina? Czy naprawdę powstała ze śniegu, lodu i tęsknoty?

Wyjątkowego uroku nadaje powieści zręcznie opisywany przez autorkę krajobraz. Dzika przyroda Alaski, jej niedostępne piękno, surowość zimy oraz obfitość lata wzbogacają całą opowieść, nadają jej wyjątkowego charakteru. Opisy przyrody czy krajobrazu niekiedy przenoszą nas do bajkowego, oprószonego śniegiem świata. Jest tak szczególnie gdy próbujemy obserwować ten świat błękitnymi oczami Fainy. Gdy wraz z nią przemierzamy zamarznięty las, gdy wiosną podążamy w wiecznie ośnieżone góry. Gdy patrząc jej oczami obserwujemy wędrujące stada karibu, lub szukamy tropu rosomaka. Jednak innymi razy, opisy te uświadamiają nam grozę zmagań człowieka z siłami natury. Szczególnie na początku powieści obserwujemy z niepokojem próby przetrwania Jacka i Mabel w tym zimnym i nieprzystępnym świecie. Groźba głodu i nieurodzaju udziela się również czytelnikowi, a ich ciężka praca wzbudza podziw.

Dziecko Śniegu to propozycja idealna na zbliżające się mroźne, zimowe wieczory. Książkę czyta się szybko, zapomina się przy niej o otaczającym świecie. Pozwala oderwać się na chwilę od rzeczywistości i przenieść do zupełnie innego, baśniowego miejsca, z którego możemy nie zechcieć już wracać. Powieść Eowyn Ivey polecam dużym i małym, a szczególnie tym, którzy zapomnieli już bajki z dzieciństwa i zatęsknili za odrobiną magii.

KATOWICE DNI KARIERY 2015

Dni Kariery Katowice 2015

Dni Kariery to jedno z najważniejszych wydarzeń dla wszystkich studentów, którzy realnie myślą o rozwoju na rynku pracy. Każdego roku DK przyciągają prawie 45000 uczestników. Tym razem mogą paść wszelkie rekordy, gdyż impreza odbędzie się (po raz pierwszy) w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach.

Dlaczego warto wziąć udział?

Po pierwsze Dni Kariery to świetna okazja do bezpośredniego zaprezentowania się przyszłemu pracodawcy. Bez stresu możesz poznać co konkretna firma może Ci zaoferować.

Po drugie Dni Kariery to szansa by jednego dnia poznać dziesiątki interesujących ofert z pierwszej ręki. To nie ogłoszenia o pracę, to szansa na rozmowę z ludźmi którzy już współtworzą konkretne organizacje.

Po trzecie Dni Kariery to okazja by skonsultować się z ekspertami w dziedzinie HR i zwiększyć swoje szanse na wymarzoną pracę po studiach. W strefie doradztwa zawodowego dowiesz się między innymi jak zmodyfikować swoje obecne CV by przyciągało uwagę osób odpowiedzialnych za rekrutację w największych firmach w kraju.

Dni Kariery to także chwila na odrobinę relaksu, rozmów z uczestnikami i wymianę poglądów w strefie Chillout.

Kiedy? 20 październik 2015 (wtorek) od 9:00 do 16:00

Bilety na wydarzenie można uzyskać na stronie DniKariery.pl i są one bezpłatne.

Chcesz wiedzieć co na śląsku piszczy? Koniecznie śledź nasz Fanpage na Facebooku i zapisz się do newslettera.

film peacock

Peacock (recenzja)

Oprócz niszowych filmów, które możecie zobaczyć w kinach studyjnych a także hoollywodzkich hitów, które właśnie goszczą na wielkim ekranie, postaramy się Wam przedstawiać fajne filmowe propozycje, które znajdziecie w serwisach typu VOD. Jeśli więc nie macie ochoty ruszać się nawet do kina w mroźny piątkowy wieczór, to ta seria jest dla Was :). Na pierwszy ogień idzie film Peacock.

Mroczny dramat w uroczym miasteczku

W słynnej „Psychozie” Alfreda Hitchcocka główny bohater – Norman Bates przejmuje stopniowo osobowość swojej matki, ( którą wcześniej zabił pod wpływem chorej zazdrości), by następnie w finale filmu wymazać całkowicie własną jaźń. Nie przypadkowo na początku recenzji przywołałam najbardziej rozpoznawalny obraz mistrza suspensu, bowiem w amerykańskim filmie Michaela Landera „Peacock” z 2010 roku, mamy do czynienia z podobną niebezpieczną grą przejmowania czyjejś osobowości. Tyle, że toczy się ona w zupełnie innych warunkach, a główny bohater jest zdecydowanie ofiarą tej gry, katem zaś jego żeńska strona. Obydwa filmy są też odmienne gatunkowo.

Obraz „Peacock” jest zdecydowanie dramatem psychologicznym z wyraźnie zaznaczonym tłem obyczajowym.
John Skillpa ( Cillian Murphy), żyje w uroczej mieścinie Peacock stanu Nebrasca, pracuje jako urzędnik placówki bankowej. John jest mężczyzną skrytym, zamkniętym w sobie, stroni od zawierania znajomości. Mieszkańcy traktują go życzliwie, ale uważają za osobą trochę cofniętą w rozwoju, takiego niegroźnego dziwaka. Mężczyzna od śmierci matki mieszka sam, ale widzowie dostają czytelne sygnały, że ktoś jednak dzieli jego samotność, przygotowuje wcześniej posiłki, zostawia karteczki, przypominające w treści matczyne rady. Po skromnie urządzonych wnętrzach krąży milcząca kobieta. Wreszcie wybucha bomba. Wypadek przed domem bohatera sprawi, że zdumieni mieszkańcy Peacock odkryją obecność nieznanej im żeńskiej postaci. Zaskoczony John przedstawia ją jako swoją żonę. To wprawia otoczenie w kolejne zdziwienie, wszyscy chcą poznać kobietę, która zdecydowała się dzielić życie z takim odmieńcem, jak nasz bohater. Emma, (takie imię nosi tajemnicza szatynka), choć onieśmielona, nie sprzeciwia się zawieraniu nowych znajomości, zacieśnianiu sąsiedzkich więzi. Ale John wcale nie jest z tego faktu zadowolony. Kim właściwie jest Emma? Odpowiedź na to pytanie kryje się w przeszłości głównego bohatera. W tym, co zdarzyło się w Peacock wiele lat temu, poza ekranowym kadrem, czego nie dostrzegli jego mieszkańcy. A wydarzyła się przemoc domowa.

Despotyczna matka znęcała się latami fizycznie i psychicznie nad swoim jedynakiem ( jedną z jej wychowawczych metod było podtapianie chłopca w wodzie), stłamsiła jego osobowość do tego stopnia, że w oczach mieszkańców uchodził za niedorozwiniętego, zniszczyła tak dalece, że dorosły już mężczyzna nawet po śmierci matki nie potrafił uwolnić się od jej dominującej osobowości.

Można by się zastanowić, dlaczego mieszkańcy Peacock, nigdy nie odkryli dramatu Johna, a jego dorosłego wołania o pomoc zwyczajnie nie zrozumieli. Odpowiedź jest prosta. Matka Johna uchodziła za troskliwą rodzicielkę, która poświęciła swoje życie sprawiającemu trudności synowi. Jakże częsty to mechanizm przemocy rodzinnej, gdzie sprawcy cieszą się nieposzlakowaną opinią ogółu, a ich ofiary dźwigają bagaż wstydu wlekący się latami i odciskający boleśnie na dorosłym życiu.

Prawdziwe oblicze matki Johna poznała tylko jedna osoba w Peacock, Maggie – samotna dziewczyna, dorabiająca sobie świadczeniem usług seksualnych i marząca o wyrwaniu się z tej biedy i beznadziei. Kiedyś matka głównego bohatera zwabiła ją do domu, by zrobiła z jej syna mężczyznę. John jednak nie chciał wymuszonego zbliżenia, dziewczyna też była skłonna się wycofać, ale matka przypilnowała, by jej życzeniu stało się zadość. Dziewczyna wspomina to doświadczenie jako najgorszy koszmar swego życia ( skrzypiące sprężyny łóżka i obok nich matka niczym surowa strażniczka), od tamtej pory kobieta budzi w niej paniczny lęk. To nieszczęsne zbliżenie miało jeszcze jeden skutek, dziewczyna urodziła chłopca. Matka Johna zataiła przed nim fakt istnienia syna, ale łożyła na utrzymanie dziecka. Właśnie relacja matka – dziecko jest kluczowym motywem tego filmu. Maluch stanie się główną stawką w pojedynku dwóch osobowości. Emma wymyśla plan, który w praktyce oznacza powtórzenie koszmarów Johna z dzieciństwa. Emma jest więc zagrożeniem dla niewinnego dziecka, czego Maggie zauroczona perspektywą lepszego życia kompletnie nie dostrzega. Jednakże w tej ostatecznej rozgrywce dwóch osobowości, to dobra natura Johna zwycięży. John poświęci siebie, by jego syn nie poznał piekła toksycznych rodzicielskich relacji.
Warto w tym filmie zwrócić uwagę na obsadę aktorską, bowiem na barkach odtwórców ról głównych spoczywa w dużej mierze ciężar tego obrazu i siła jego wymowy. Porusza zwłaszcza podwójna kreacja Ciliana Murphy’ego, znakomitego irlandzkiego aktora teatralnego i filmowego, kinomanom znanego chociażby ze „Śniadania na Plutonie”. Świetnie spisała się też Ellen Page ( utalentowana aktorka kanadyjska młodego pokolenia, za rolę w „Juno” nominowana do Oscara i Złotego Globu jako najlepsza aktorka pierwszoplanowa ) w roli zwyczajnej dziewczyny z małego miasteczka, W obsadzie mamy również Susan Sarandon czy Billa Pulmana, tworzących śmietankę towarzyską Peacock.
W wielu obrazach psychologicznych osobną rolę odgrywają miejsca, pejzaże czy wnętrza, najczęściej odzwierciedlające stan emocjonalny bohaterów, potęgujące nastroje grozy. W przypadku „Peacock” reżyser nie emanuje burzliwymi krajobrazami czy ponurymi wnętrzami. Cały czas mamy przed oczami normalne miasteczko, wiejskie pejzaże, gdzie można odpocząć w sielskiej zieleni. Jakby reżyser chciał podkreślić, że zło nie czai się w drzewach czy ścianach domów, ono siedzi w ludzkich duszach. Peacock to naprawdę urocze miasteczko. Tylko dlaczego niektórym osobom dzieje się w nim tak źle…

jazzowe zaduszki

Jazzowe Zaduszki

Narodowa Orkiestra Symfoniczna Polskiego Radia w Katowicach nie zwalnia tempa i organizuje kolejny świetny koncert. Tym razem na tapetę trafi Jazz.

Od 25 do 29 października 2015 codziennie odbywać się będą wyjątkowe koncerty. Pełna rozpiska imprezy „Jazzowe Zaduszki” poniżej, a więcej informacji szukajcie na stronie NOSPR.

25.10.2015 (niedziela), godz. 18:00
NOSPR/ Alexander Humala (dyrygent)/ Adam Pierończyk (saksofon)/ Aleksandra Tomaszewska (fortepian, aranżacje)/ Anna Serafińska (vocal)/ Cezary Paciorek (akordeon)/ Dominik Bukowski (wibrafon)/ Maciej Grzywacz (gitara)/ Robert Kubiszyn (bas)/ Łukasz Żyta (perkusja)

Stanley Clarke Band
25.10.2015 (niedziela), godz. 21:00
Kompost 3
26.10.2015 (poniedziałek), godz. 19:30
Big Band Małopolski/ Rosario Giuliani (saksofon altowy)/ Ryszard Krawczuk (dyrygent)
27.10.2015 (wtorek), godz. 18:00
Piotr Orzechowski ‚Pianohooligan’
27.10.2015 (wtorek), godz. 20:00
Vladislav ‚Adzik’ Sendecki
28.10.2015 (środa), godz. 19:30
NOSPR/ Alexander Humala (dyrygent)/ Branford Marsalis (saksofon)/ Bart van Lier (puzon)
Nikola Kołodziejczyk Orchestra
29.10.2015 (czwartek), godz. 21:00
Esperanza Spalding Presents: Emily’s D+Evolution

katowice rynek

Jak zmieniał się katowicki Rynek przez 150 lat

Wielu z nas mija go podczas codziennej drogi do pracy i na uczelnię. Wkomponowany w nowoczesną infrastrukturę rozwijającej się stolicy Śląska stale zmienia swoje oblicze, dążąc do osiągnięcia funkcjonalnej formy. Kilka ostatnich lat to jednak nie jedyny w historii czas przemian dla katowickiego rynku. Jak jedno z najważniejszych miejsc w śląskiej stolicy zmieniało się w ciągu jej 150-letniej historii?

rynek w katowicach 2015

W lipcu 2012 roku, rozpoczęła się intensywna przebudowa katowickiego rynku, do której doszło po podjęciu przez władze miasta decyzji o o realizacji inwestycji o nazwie „Przebudowa układu drogowego, placów publicznych, torowiska tramwajowego oraz infrastruktury technicznej w strefie Rondo−Rynek” dla przedsięwzięcia „Przebudowa strefy śródmiejskiej miasta Katowice”. Szereg zaplanowanych przemian miał diametralnie odmienić wizerunek rynku, którego obraz nieraz przywoływał (niekoniecznie dobrego) ducha minionego ustroju. Przyjezdni z okalających Katowice miast mogli odnieść wrażenie, że „rynek” to w tym wypadku wyłącznie nazwa formalna, niemająca wiele wspólnego z rzeczywistością – ruch samochodowy oraz intensywnie działająca w tym rejonie komunikacja miejska skutecznie uniemożliwiały popołudniowy odpoczynek na ławce, co jest przecież typowe dla rynków w niemal wszystkich miejscowościach. Przestrzeń ograniczały dodatkowo kwiatowe stragany, umiejscowione na popularnie zwanej „wyspie” – jedynym skrawku Rynku, po którym piesi mogli poruszać się bez większych obaw.

Dziś oczy zarówno katowiczan, jak i osób przyjezdnych cieszy nowoczesny plac, dostosowany do dynamicznego charakteru miasta. Projekt odpowiada potrzebom zapracowanych freelancerów (ławki wyposażone są w gniazdka elektryczne) oraz osób szukających chwili wytchnienia w miejskim zgiełku (dzięki dużej ilości zieleni). W pobliżu gmachu banku ING znalazł się również niewielki plac zabaw. Te zmiany to jednak nie jedyna w historii metamorfoza katowickiego Rynku, o której warto pamiętać.

Czas Placu Fryderyka

Mimo, że ostatnie dekady umocowały w świadomości katowiczan obraz niefunkcjonalnego, betonowego placu, to rynek wykorzystał już wiele okazji do tego, aby sprawdzić się w swoim pierwotnym przeznaczeniu. Plac istnieje niemal tak długo, jak sama miejscowość i choć stare fotografie w niczym nie przypominają jego obecnego wyglądu, zawsze stanowił istotny element codzienności Katowic. Plan ukształtowania centrum miejskiego życia pojawił się już w latach pięćdziesiątych XIX wieku, a jego inicjatorem był architekt, Heinrich M. A. Nottebohm.

rynek w katowicach, jak się zmieniał
Katowicki Rynek w 1872r.. Widok na obecną Aleję Korfantego. Źródło: fotopolska.pl

U schyłku XIX wieku katowicki Rynek (wtedy Friedrich-Platz, nazwany na cześć Fryderyka Wielkiego) przyjmował formę placu otoczonego niskimi kamienicami, w których znajdowały się początkowo nieliczne sklepy i kawiarnie. Rozkwit życia społecznego w tym miejscu nadszedł wraz z kolejnym stuleciem, w którym wskutek rozwoju ekonomicznego i gospodarczego Katowic wzrosła liczba ludności, a rynek zyskał na znaczeniu dzięki nowo otwartym sklepom, oraz regularnie organizowanym straganom. W latach 1906-1907 wybudowano tu jeden z najbardziej charakterystycznych dla miasta obiektów, jakim był gmach Teatru Miejskiego (dziś Teatr im. Stanisława Wyspiańskiego). Dodatkowo, od tej pory plac mogli odwiedzać przyjezdni z Bytomia i Mysłowic, dzięki nowo wybudowanym liniom tramwajowym.

katowice rynek
Rynek w latach 1910-1915. Źródło: fotopolska.pl

Okres międzywojenny

rynek w katowicach historia
Katowicki Rynek przed wojną. Na fotografii widoczny gmach Teatru Miejskiego. Źródło: fotopolska.pl

Katowicki Rynek to miejsce mające istotną rolę w wydarzeniach ważnych dla Górnoślązaków. To tu w 1922 roku odbywały się gwarne obchody przyłączenia Śląska do Polski, w których brał udział m.in. marszałek Józef Piłsudski. Czas dwudziestoletniego pokoju zaowocował kolejnym, korzystnym dla przedsiębiorców okresem, co umożliwiało otwieranie w okolicy kolejnych lokali – restauracji, cukierni, hoteli, a nawet przychodni lekarskich.

Druga wojna światowa

Wraz z nadejściem 1939 roku spokój miasta został zachwiany, a życie panujące w centrum Katowic uległo dramatycznym zmianom. Rynek był miejscem, w którym miały miejsce tak tragiczne wydarzenia jak egzekucja 80 obrońców miasta, do której doszło z rąk Niemców 4 września. Okupacja niosła ze sobą uśpienie niegdyś intensywnego życia społecznego – odtąd na głównym placu miasta można było usłyszeć niemal wyłącznie dźwięki przejeżdżających samochodów, tramwajów bądź dorożek.

rynek katowice zdjęcia
Rynek w okresie wojny, rok 1941
Źródło: fotopolska.pl

Socrealistyczne zacieranie historii

Choć czas niemieckiej okupacji był związany z wieloma dramatycznymi wydarzeniami i wewnętrznymi podziałami społecznymi wśród Górnoślązaków, katowicki Rynek o wiele bardziej dotkliwie odczuł nadejście roku 1945. Wraz z wkroczeniem do miasta Armii Czerwonej doszło do całkowitego zniszczenia pięknej, południowej pierzei, która w kolejnej dekadzie została zastąpiona socrealistycznym blokiem. W latach 60 i 70 rynek stracił kolejne zabytkowe kamienice, na miejscu których stanęły budynki Domu Prasy Śląskiej oraz domów handlowych „Skarbek” i „Zenit”. W czasach PRL-u plac był miejscem częstych manifestacji i konfliktów, m.in. „Solidarności” z Milicją Obywatelską.

Wkrótce rynek zmienił swoją formę, przeobrażając się z placu przeznaczonego pieszym w rondo komunikacyjne. Taki kształt utrzymywał niemal niezmiennie aż do 2012 roku.

historia rynku w katowicach
Katowicki Rynek w latach 60. Po lewej widoczny gmach „Zenitu”, na wprost – nowa, południowa pierzeja. Po prawej gmach Śląskiego Wydawnictwa Prasowego
Źródło: fotopolska.pl

Wyłaniający się zza blaszanych ogrodzeń i maszyn budowlanych rynek cieszy oko – projekt skutecznie zaciera komunistyczne znamiona, a wyremontowane gmachy powoli dostosowują się do nowego oblicza Katowic, coraz mniej przypominając socrealistyczne molochy. Podziwiając to, co nowe, warto jednak mieć na uwadze burzliwe lata przemian i historię, jaką niesie ze sobą to wyjątkowe dla katowiczan miejsce.